poniedziałek, 24 lutego 2014

Wędkarstwo pokojowe DIY

Gagatowy Tata jest zapalonym wędkarzem. Agatka nieraz obserwowała tatę, podczas połowów, przegląda z nim jego różne gadżety i akcesoria.
Mąż wielokrotnie namawiał mnie na zakup plastikowej wędki z rybkami, jednak ja nigdy nie uległam (nie lubię chińskiego badziewia).
Dlatego zrobiłyśmy wersje home made.






Z foli aluminiowej zrobiłam coś na kształt rybki. Agatka pomalowała je plakatówkami. Rybki długo schły. Zrobiłyśmy dwa rodzaje czerwonych i niebieskich. Docelowo miały być we wszystkich podstawowych kolorach, ale do realizacji planu nie doszło ;)






Do każdej rybki przyczepiłam spinacz biurowy. Gagatkowy Tata wyszperał spory magnes (okazało się, że aluminiowe rybki są dosyć ciężki) przywiązał żyłką do "czegoś" (nie mam pojęcia co to :)).

Wpadł też na inny fajny pomysł, poszukał swoich starych gumowych przynęt (podpytałam są tanie ok. 2 zł za sztukę), zamiast haczyków włożył spinacze i szał jest :)



Ja oczywiście wprowadzam elementy edukacyjne i proszę, by segregowała tu niebieskie, tu czerwone, tu rybeczki. Motoryka, koordynacja wszystko pracuje. I ile radości :)

Przepraszam za zdjęcia koszmarnej jakości. Ale obecnie zrobić Agacie nie poruszone zdjęcie graniczy z cudem, plus miałyśmy koszmarne światło.

niedziela, 16 lutego 2014

O wspólnym spaniu z dzieckiem moim okiem

Wspólne spanie z dzieckiem jest tak stare jak stara jest ludzkość. Dawien dawno, kiedy jeszcze antywłamaniowe zamki typu gerda nie istniały, a do jaskini mógł wejść każdy, kto tylko miał ochotę, naturalnym było, że z dzieckiem należy spać, żeby w razie wizyty niezbyt miłego kotka czy innego zwierza szybko chwycić potomstwo i uciec. Czasy się zmieniły, mamy drzwi i okna i nikt nie przychodzi, bez telefonicznej zapowiedzi (nad czym ubolewam), a pod domostwem przechadzają się jedynie dachowce, także spanie w jednym legowisku nie jest konieczne by przetrwać.
A jednak grono rodziców świadomie wybiera wspólne łoże co-sleepieng (bardziej naukowo brzmi). 

Jestem za czy przeciw?
Ano za, z tym, że stawiam pewne warunki :)
Nic na siłę.
Jeśli się trafi taki lubiący samodzielne spanie egzemplarz (jak mój ;)) to nie widzę sensu. Moja córka jako noworodek i niemowlak zasypiała odłożona do łóżeczka. I nie widzę powodu, żeby spać z dzieckiem na siłę. 
Z drugiej strony, jeśli rodzice nie chcą spać z dzieckiem, z różnych powodów, to też nie widzę powodów do robienia czegoś wbrew sobie. Jednak jestem ogromnym wrogiem wszelakich treningów zasypiania (brr... typu 3/5/7). Szukałabym jakiegoś pokojowego sposobu, typu odkładanie, trzymanie za rączkę itp.

A propo treningów (brr) zasypiania nie rozumiem tego, że ktoś (kto często nazywa się specem od dzieci) może wymagać od dziecka, często niemowlaka samodzielności w zasypianiu. Wyobraźcie sobie, że nie umiecie się poruszać, nie umiecie mówić, nikt Was nie rozumie. I nagle ktoś Was zostawia gdzieś samo, krzyczycie ile sił w płucach, minute, dwie, pół godziny, godzinę i przestajecie. Dlaczego? Dlatego, że nagle przyszła Wam do głowy myśl, aha nic mi się nie stanie, mogę spać. Nie! Dlatego, że uświadamiacie sobie, że i tak nikt nie przyjdzie. Można nauczyć dziecko, że jego miejsce do spania jest w innym miejscu, ale starsze, rozumniejsze i w sposób, który nie godzi w jego poczucie bezpieczeństwa.

Z jednej strony panuje presja, że wspólne spanie to na bank rozwala życie intymne rodziców (bzdura, no chyba, że związek jest tak mało kreatywny, że nie umie sobie poradzić w tej kwestii), że jest niebezpieczne (tja jakby tak było już dawno byśmy wyginęli) i powoduje, że wychowamy życiową sierotę, mamisynka itp (brak słów). Przyzwyczai się (ha! o przyzwyczajeniu muszę popełnić osobny post)
Z drugiej strony słyszymy, że wspólne spanie to bliskość (są inne sposoby), wygoda (zależy jak dla kogo).
Wg mnie w wychowaniu dziecka nie ma czerni i bieli (pomijam skrajne i patologiczne przypadki), najważniejsze to znaleźć kompromis między potrzebami dziecka, mamy, taty, małżeństwa. A ten u każdej rodziny może wyglądać inaczej. To samodzielna decyzja.




Jak to wygląda u nas:
Gagatka zasypia z nami (różnie albo ktoś kładzie się w jej łóżku albo usypia u nas - to jej decyzja), po czym mąż odkłada ją do jej łóżeczka, najczęściej nad ranem znów przychodzi do nas i śpi do rana. Robimy to ze względu na Gagatkowego tatę, gdyż my obie lubimy mieć dużo przestrzeni podczas spania i dla niego miejsca już brakowało. (a nie jestem zwolenniczką przeprowadzki jednego z rodziców na inne łóżko).
Agata przechodziła różne etapy, spania z nami, spania samodzielnego, spaniu na jej łóżeczku tylko z tatą, albo tylko z mamą, miała potrzebę bujania...



piątek, 14 lutego 2014

Walentynki - DIY z dzieckiem

Nie obchodzimy z mężem walentynek...
Ale nie mam nic przeciwko temu świętu. Każdy pretekst do obdarowywania jest dobry :)
Postanowiłyśmy zrobić z córką walentynkę dla taty. Trochę się nagłówkowałam, żeby było prosto, żeby 2,5 latka sobie poradziła i jednocześnie efektownie. Podinspirowałam się w google i zrobiłyśmy coś takiego



Serduszko z rączek jest słabiutkie, bo rączki malutkie :)
Odrysowałam, wycięłam, Agatka sama pomalowała pastelami. Potem wycięłam ramkę i serduszka, a Agatka sama naklejała. Wspólnie zrobiłyśmy napis. Niestety nie znalazłam w domu nawet małego skrawka wstążki. Nitkę dzielnie Agatka sama przewlekła.
Teraz czekamy na tatę i jego minę :)

czwartek, 13 lutego 2014

Teatr - pierwsze spotkanie

Mama kocha teatr. I miłością do teatru chcę zaszczepić córkę. Długo się wahałam, kiedy nadejdzie odpowiedni czas, kiedy Agatka będzie wystarczająco duża, żeby zrozumieć i wysiedzieć. Wiem, że w dużych miastach organizowane są specjalne spektakle dla takich maluszków, mieliśmy nawet wybrać się do W-wy, ale ceny biletów troszkę nas zniechęciły. 
Nie chciała góra przyjść do Mahometa, więc Mahomet przyszedł do góry.
Pewnego dnia będąc na spacerze dojrzałam ogłoszenie, że kielecki Teatr Lalki i Aktora Kubuś przyjeżdża ze spektaklem do naszego miasteczka. Super pomyślałam. Jeszcze bardziej ucieszyłam się jak dojrzałam napis, wstęp wolny ;)
Okazało się, że spektakl wystawiony jest w ramach programu Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego TEATR POLSKA finansowanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Świetna inicjatywa, wielkie brawa dla pomysłodawcy, dzięki niemu dzieci z małych miejscowości i wiosek mogą zobaczyć co to jest ten cały teatr.
Cały dzień trajkotałam, że idziemy do teatru, ubrałyśmy się ładnie (ale bez przesady). Pierwszy szok Agatki - o jeju ile dzieci. Zajęłyśmy miejsca, okazało się, że fotele są odrobinę za wysokie i Agu musi mi siedzieć na kolanach, żeby coś zobaczyć. Nagle przygasły światła i zaczęło się...
Ja miałam łzy w oczach, bardzo emocjonalna się zrobiłam i przeżywam strasznie pierwsze razy...
Akcja rozgrywa się w trzech przestrzeniach - podziemnym, gdzie widzimy robale (lalki plus widoczni je animizujący aktorzy) i nadziemnym - rodzinka, wypoczywająca na działce, grana już "zwyczajnie". Trzecia do połączenie tych dwóch, czyli robaki wychodzą na powierzchnie - znów aktorzy.
Spektakl był bardzo ciekawy, jednak zdecydowanie za trudny dla 2,5 latki, ona zapamiętała, że były robaki i wielki kubek. Starsze dzieci pewnie zrozumiały ekologiczne przesłanie. Ale w teatrze nie chodzi tylko o zrozumienie sensu, a także o obcowanie ze sztuką, z inną formą przekazu.

Tutaj można przeczytać o spektaklu i obejrzeć zdjęcia. Niestety autorskich żadnych nie posiadamy :( Za to jesteśmy na kilku fotkach w gazecie ;)


środa, 12 lutego 2014

Smok jedzący kiszone ogórki (DIY z dzieckiem)

Jestem chora. Nie mam siły a fizyczne zabawy, a dziecko się nudzi. Poszukałam wytłoczki po jajkach i stworzyłyśmy z tego stwora zwanego smokiem/krokodylem, ale nie jest groźny, wg Agatki najbardziej lubi jeść kiszone ogórki :)


Najdłużej zeszło z pomalowaniem całego pudełka na zielono. Najtrudniejsze było czekanie aż wyschnie, później smok został pomalowany we wzory, zrobiłyśmy mu oczy i zęby i łapy. Zabawy było mnóstwo (bałaganu jeszcze więcej ;) ) Później Agatka straszyła nim wszystkich, po czym uspokajała, nie bój się, smak je tylko kisone ogólki :)




P.S. Chcę wrócić do pisania, pomysłów mam mnóstwo i chcę z Agatką ruszyć z metodą krakowską.
Do tego mamy mnóstwo zabawek do zrecenzowaia i książek. I chcę popisać trochę o moich poglądach wychowawczych i...