czwartek, 13 lutego 2014

Teatr - pierwsze spotkanie

Mama kocha teatr. I miłością do teatru chcę zaszczepić córkę. Długo się wahałam, kiedy nadejdzie odpowiedni czas, kiedy Agatka będzie wystarczająco duża, żeby zrozumieć i wysiedzieć. Wiem, że w dużych miastach organizowane są specjalne spektakle dla takich maluszków, mieliśmy nawet wybrać się do W-wy, ale ceny biletów troszkę nas zniechęciły. 
Nie chciała góra przyjść do Mahometa, więc Mahomet przyszedł do góry.
Pewnego dnia będąc na spacerze dojrzałam ogłoszenie, że kielecki Teatr Lalki i Aktora Kubuś przyjeżdża ze spektaklem do naszego miasteczka. Super pomyślałam. Jeszcze bardziej ucieszyłam się jak dojrzałam napis, wstęp wolny ;)
Okazało się, że spektakl wystawiony jest w ramach programu Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego TEATR POLSKA finansowanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Świetna inicjatywa, wielkie brawa dla pomysłodawcy, dzięki niemu dzieci z małych miejscowości i wiosek mogą zobaczyć co to jest ten cały teatr.
Cały dzień trajkotałam, że idziemy do teatru, ubrałyśmy się ładnie (ale bez przesady). Pierwszy szok Agatki - o jeju ile dzieci. Zajęłyśmy miejsca, okazało się, że fotele są odrobinę za wysokie i Agu musi mi siedzieć na kolanach, żeby coś zobaczyć. Nagle przygasły światła i zaczęło się...
Ja miałam łzy w oczach, bardzo emocjonalna się zrobiłam i przeżywam strasznie pierwsze razy...
Akcja rozgrywa się w trzech przestrzeniach - podziemnym, gdzie widzimy robale (lalki plus widoczni je animizujący aktorzy) i nadziemnym - rodzinka, wypoczywająca na działce, grana już "zwyczajnie". Trzecia do połączenie tych dwóch, czyli robaki wychodzą na powierzchnie - znów aktorzy.
Spektakl był bardzo ciekawy, jednak zdecydowanie za trudny dla 2,5 latki, ona zapamiętała, że były robaki i wielki kubek. Starsze dzieci pewnie zrozumiały ekologiczne przesłanie. Ale w teatrze nie chodzi tylko o zrozumienie sensu, a także o obcowanie ze sztuką, z inną formą przekazu.

Tutaj można przeczytać o spektaklu i obejrzeć zdjęcia. Niestety autorskich żadnych nie posiadamy :( Za to jesteśmy na kilku fotkach w gazecie ;)


środa, 12 lutego 2014

Smok jedzący kiszone ogórki (DIY z dzieckiem)

Jestem chora. Nie mam siły a fizyczne zabawy, a dziecko się nudzi. Poszukałam wytłoczki po jajkach i stworzyłyśmy z tego stwora zwanego smokiem/krokodylem, ale nie jest groźny, wg Agatki najbardziej lubi jeść kiszone ogórki :)


Najdłużej zeszło z pomalowaniem całego pudełka na zielono. Najtrudniejsze było czekanie aż wyschnie, później smok został pomalowany we wzory, zrobiłyśmy mu oczy i zęby i łapy. Zabawy było mnóstwo (bałaganu jeszcze więcej ;) ) Później Agatka straszyła nim wszystkich, po czym uspokajała, nie bój się, smak je tylko kisone ogólki :)




P.S. Chcę wrócić do pisania, pomysłów mam mnóstwo i chcę z Agatką ruszyć z metodą krakowską.
Do tego mamy mnóstwo zabawek do zrecenzowaia i książek. I chcę popisać trochę o moich poglądach wychowawczych i...

wtorek, 17 grudnia 2013

Stare misie nie chodzą po drzewach

Kolejna perełka wyszperana na bibliotecznej półce. Z ulubionymi misiami w roli głównej.


Ciepła i pouczająca opowieść o starości. Głównego bohatera - małego misia - poznajemy w chwili kiedy razem ze swoją mamą podążają do dziadków, gdzie ma spędzić kilka dni sam. Miś wcale nie ma na to ochoty. Boi się rozstania z mamą i twierdzi, że dziadkowie są nudni i nie będzie mógł się z nimi fajnie bawić. 


Okazuje się, że może i owszem dziadek na drzewo nie wejdzie, ale zna mnóstwo sztuczek, o których Miś nie słyszał nawet. Uczy się od dziadków wielu rzeczy, miło spędza czas, ale przede wszystkim dowiaduje się, że mądrość przychodzi z wiekiem, że starość też może być atrakcyjna, o czym w naszym świecie, gdzie panuje kult młodości zapominamy.



Ilustracje są bardzo przyjemne dla oka. Bogate w szczegóły, kolory...
Tekst jest napisany prostym, zrozumiałym dla maluchów językiem.




Stare misie nie chodzą po drzewach
Autorzy: Heidi Howarth, Daniel Howarth
Wydawnictwo: Welpol Adventure
36 stron, oprawa twarda

sobota, 14 grudnia 2013

Świąteczna układanka klockowa - DIY

Dziś pierwszy post z cyklu świątecznych przygotowań. Zainspirowana disneyowskim programem Art Attack i układankami widzianymi w sklepie postanowiłam zrobić taką zabawkę dla córki.



Tego typu układanki pamiętam ze swojego dzieciństwa, bardzo je lubiłam. Mamy takie w domu - 9 elementowe, zdecydowanie za trudne. Wykonałam więc łatwiejszą wersję. 4 klocki i 4 obrazki (w sumie jest miejsce na 6 obrazków, ale chciałam zacząć prosto).
Ponieważ zbliżają się święta obrazki są w tej tematyce: Mikołaj, choinka, renifer oraz Ciekawski George w świątecznym wydaniu (ulubiona postać Agatki).



W roli klocków można wykorzystać gotowe pudełka, np. po kremach. Ja takowych nie posiadałam, więc stworzyłam sześciany z bloku technicznego. (wymiary jednego klocka to jeden klocek duplo 4, cały obrazek ma mniej więcej wymiary pudełka po płycie). Dla wzmocnienia klocki podkleiłam taśmą. Po przyklejeniu obrazków znów obkleiłam klocki taśmą (na zdjęciach jeszcze przed). Nie są idealne, ale są nasze, zrobione wspólnie :)

Myślałam, że skoro bez problemu układa puzzle to i z tym poradzi sobie bez trudu. Jednak wymagają od niej trochę pogłówkowania z czego bardzo się cieszę.

czwartek, 12 grudnia 2013

Akcja reaktywacja

Jakiś czas temu zawiesiłam bloga. Musiałam przemyśleć pewne kwestie. Jedno tęskno mi było do pisania i postanowiłam reaktywować nasz zakątek. Sporo się u nas działo. Trochę recenzji nazbierało, kilka pomysłów na zabawy. I pełna motywacji ja.

Zapraszam :)