niedziela, 23 marca 2014

7 bajek dookoła świata

Nasz pierwszy blogowy projekt :)
Pomysłodawczynią zabawy jest Kajka Roo - autorka bloga Projekt: Człowiek.


7 BAJEK DOOKOŁA ŚWIATA




O co chodzi?
Zasady są proste - zaczynając od 16 kwietnia raz w tygodniu w środę czytamy bajki z danego kontynentu:

16. 04. Australia i Oceania
23. 04. Azja
30. 04. Afryka
07. 05. Europa
14. 05. Ameryka Północna
21. 05. Ameryka Południowa

Będziemy czytać bajkę, poznawać kulturę i tradycje regionu i przede wszystkim dobrze się bawić :)

a razem z nami :


piątek, 21 marca 2014

Czwartkowe czytanie nr 1. Samogłoski

Postanowiłam, że raz w tygodniu będę pokazywać nasze zabawy w czytanie. Wybrałam czwartek, bo jest na "cz" tak jak czytanie ;) Jednak wczoraj zupełnie nie miałam czasu, także pierwsze czwartkowe czytanie pojawia się w piątek ;)
Ćwiczymy codziennie. Staram się, aby każdego dnia pojawiło się choć jedno ćwiczenie z danej kategorii, tj. 1. Motoryka duża
2. Motoryka mała
3. Ćwiczenie percepcji wzrokowej
4. Ćwiczenia operacji myślowych (tu zawsze klasyfikowanie, szeregi i sekwencje
5. Ćwiczenie pamięci
6. Ćwiczenia/zabawy z literami/sylabami.

Nie robimy tego ciągiem. Często przy okazji. Przy stoliczku siadamy i robimy ćwiczenia z samogłoskami i sekwencje - ponieważ Agata nie lubi sekwencji, sprawia jej to trudność, robimy na początku i mamy z głowy)

A jak było w tym tygodniu:

Zaczęłam od wprowadzenia 3 samogłosek - E,A,I. Trochę na montessoriański sposób. Wycięłam duże litery w kartonie:



Każdą literę dałam mówiąc: to jest A; to jest E, to jest I, Agu powtarzała i mogła je pooglądać z każdej strony. Następnie prosiłam: daj A, daj E, daj I. Starałam się też urozmaicać prosząc, np. połóż I na głowie, połóż E pod stołem itd. Ostatnim etapem było nazywanie, dawałam po jednej literze i pytałam: co to? jeśli nie odpowiedziała to ja mówiłam ona powtarzała. To trwało ok. 5 dni. Następnie wprowadziłam 3 kolejne litery i robiłyśmy to samo tylko z użyciem wszystkich samogłosek:




 Te czynności wykonujemy codziennie. Wymiennie albo na tych dużych literach, albo z samogłoskami zapisanymi na małych kartonikach.

Aby urozmaicić naukę, wymyślam różne zabawy:

np. kości - z kolorowego kartonu wycięłam kości, napisałam samogłoski i rozłożyłam na stole. To sklep z kośćmi, do którego przychodzi pies (w tej roli pluszak) i prosi o kostki w określonym smaku, p. poproszę kość o smaku A itd.


Inną wersją było karmienie psiaków (niestety nie mamy aż tylu piesków, więc musiałyśmy wykorzystać inne stwory ;). Głodomory siedzą w rzędzie, każdy ma miskę z literą. Agatka odczytywała, co lubi dany zwierz i odnajdywała przysmaki. Bawiłyśmy się tak chyba z 5 razy pod rząd ;)





 Wykorzystałyśmy tez zabawę z Moich sylabek - Agatka dopasowywała kierowcę do auta:



 I segregowała literki:

Oraz wyszukiwała i zakreślała wśród samogłosek wypisanych na tablicy jedną konkretną:

mam tylko takie jedno zdjęcie z dzieckiem brudnym, bo w między czasie pijącym kakao ;)


Dużo czasu poświęciłyśmy na ćwiczenia około czytelnicze:

Najtrudniejsze dla Agaty są sekwencje, ponieważ wymagają od niej sporo wysiłku, szybko się zniechęca. Początkowo wykorzystywałam zrobione na szybko obrazki

Pierwszy krok to powtórzenie wzoru (układa pod spodem), drugi to kontynuacja.


Trzeci to uzupełnienie luki:


 Zawsze zaczynam od sekwencji dwuelementowej. Nie sprawia Agacie większych problemów, natomiast trzy elementy są trudne, muszę tłumaczyć i pokazywać, podpowiadać, ale wspólnymi siłami jakoś nam się udaje :)


Żeby zachęcić ją do tego ćwiczenia wydrukowałam obrazki z jej ulubionymi postaciami bajkowymi z kreskówki Klinika dla pluszaków:



Obrazki wyżej wykorzystujemy też do kategoryzowania. 




Szukamy też par/kopiujemy wzór z wykorzystaniem memo - ważne by układać od lewej do prawej:




Wykorzystujemy też grę Piotruś. Tu utrudnienie, bo obrazki nie są identyczne, jedna z kart to zbliżenie i wycinek drugiej:


Wykorzystując memo ćwiczymy pamięć - pokazuję, odwracam i Agatka dopasowuje. 


Rysujemy też równolegle - głównie na tablicy. Dzielę na pół i najpierw ja rysuje fragment obrazka, potem ona:


I oczywiście układanki. Tnę wszystko co się da - tu okładka z bloku rysunkowego :)


Uff... 

Efekty - po dwóch tygodniach Agata nazywa A, O, I, E z U i Y czasem mam problemy (w nazywaniu, bo wskazuje, bezbłędnie)

wtorek, 18 marca 2014

Cztery łapy i ogon, czyli opowiadania o zwierzętach - Agnieszka Frączek

Z reguły wpadam do biblioteki tuż przed zamknięciem, z reguły nie wiem czego szukam, z reguły biorę coś przypadkowo i z reguły trafiam w dobre książki :)

Tak było też i tym razem :)



Cztery łapy i ogon, czyli opowiadania o zwierzętach to zbiór trzech historii napisanych przez Agnieszkę rączek, zilustrowana przez Artura Nowickiego, wydana przez Wydawnictwo Debit.

Na pierwszy rzut oka książka jest ładna. Musiała taka być skoro zgarnęłam ją w pośpiechu z półki :)

Wszystkie trzy historie łączy temat wskazany w tytule - zwierzęta. Dokładniej to - zwierzaki domowe.

Pierwsza - Przestanę zmyślać to opowieść o dziewczynce, która uwielbia opowiadać niestworzone historie, posiada także sąsiadkę panią Juliannę, której wszystko przeszkadza, niczego nie lubi... I pewnego razu poda ona "ofiarą" zmyślonej historii bohaterki i okazuje się, że czasem te nieprawdziwe historię mogą stać się prawdziwe.
Najbardziej w tym opowiadaniu urzekła mnie prawda i odchodzenie od stereotypów, kiedy bohaterka tłumaczy, że pies wcale nie je kości, a kot nie pije mleka ;)

Druga - Fryzio to historia o zwariowanej babci i jeszcze bardziej zwariowanym króliku. 

Trzecia - Kot z poziomek to opowieść o tym jak tytułowy kot z poziomek znalazł się w domu pewnego Witka.



Wszystkie trzy opowiadania napisane są lekko i z humorem, przyjemnie się je czyta, są zabawne, optymistyczne, autorka nie moralizuje, nie poucza - to bardzo dobra literatura rozrywkowa dla dzieci. Język jest prosty, ale nie banalny, potencjalnie niezrozumiałe słowa wyjaśnione są w toku opowiadania. Mnie się bardzo dobrze czyta tę książkę na głos.
Doskonale w klimat książki (pozytywnie zakręcony) wpisały się ilustracje Artura Nowickiego - są tak samo jak opowiadania - kolorowe, pozytywne, wesołe. Odstają trochę od aktualnej ilustratorskiej mody, są to raczej obrazki w typowo dziecięcym klimacie. Mnie się podobają.

Książka ta wydana jest w serii Uczę się czytać. Charakteryzuje się ona tekstem napisanym dużymi literami. Przeznaczona dla dzieci, które są początkującymi samodzielnymi czytelnikami (czyli jakieś 7-8 lat). 
Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by czytać tę pozycje wcześniej. jednak dość dużo tekstu na stronie w stosunku do obrazka, wymaga od młodego słuchacza umiejętności dłuższego skupienia (celowałabym w okolicę 4,5-5 lat, choć ja czytałam z Agatą i podobało się :)

Książkę oceniam dobrze - dobry tekst, niezłe ilustracje, estetyczna strona edytorska - będę się przyglądać co tam WD wydaje, bo tą pozycją zachęcili mnie do siebie.






Cztery łapy i ogon, czyli opowiadania o zwierzętach

Autor: Agnieszka Frączek
Ilustacje: Artur Nowicki
Wydawnictwo: Wydawnictwo Debit
72 strony, oprawa twarda

niedziela, 16 marca 2014

Pierwsze wrażenie ze spotkania z nauką czytania :)

Przychorzałyśmy ostatnio i cicho się zrobiło :)

Ale już jest lepiej i wracamy.

Doczekałyśmy się na pierwszą partię książeczek z serii Kocham czytać pani Jagody Cieszyńskiej. Nie powaliły mnie na pierwszy rzut oka ;) Wyglądają jak 32 kartkowe zeszyty ;) Rozpieszczona ilustracjami z wcześniejszych odkryci wydawniczych, że no... wrażenia nie zrobiło ;)

Ale Agata pokochała je miłością wielką. Wyciąga je, przegląda, udaje, że czyta. Lubi też jak jej się czyta. Podejrzewam, że dlatego, że nadąża za tekstem (ostatnio każde czytanie przerywane jest słowami 'mamo, a gdzie czytasz"). Wprowadziłam też pierwsze samogłoski i całkiem fajnie to wychodzi. Tylko musiałam Gagatkowego tatę przytemperować z jego ambicjami, bo spodziewał się, że Agu od razu załapie tego samego dnia ;)
Książki mogłyby być jednak trochę lepsze jakościowo, długiej przyszłości im nie wróżę.

Dlaczego zdecydowałam się na wczesną naukę czytania?
Ano po pierwsze dlatego, że jestem pedagogiem, wiele czytałam o tej metodzie, wydaje mi się być jedną z fajniejszych i postanowiłam ją przetestować, a że jedyny dostępny mi obiekt badawczy to moją córka to tak wyszło. 
Po drugie - ona chce. Jest bardzo zainteresowana pismem, udaje, że czyta, ciągle pyta: 'a cio tu pise', przy czytaniu książki trzeba ciągle pokazywać, gdzie się czyta.
Po trzecie - dla jej dobra. Nie chodzi o samą istotę czytania, ale o wszelkie czynności około niej. O rozwijanie analizy i syntezy, ćwiczenia pamięci, asymetrii półkulowaj itd.
Dodatkowo chcę, żeby nauka kojarzyła jej się z przyjemnością.
Po czwarte - dla zabawy. Agata uwielbia łamigłówki. Przychodzi i pyta "połamiglówkujemy". 

Nie ma w tym mojej ambicji, że musi czytać. Do niczego jej nie zmuszam, jeśli nie chce to nie ćwiczymy, kończymy kiedy ona ma dość. Nie musi siedzieć przy stoliczku non stop.

Całą naszą pracę chcę opisywać tutaj. Tylko zastanawiam się jak to rozwiązać.
Chyba zdecyduje się na cotygodniowe podsumowanie (na wzór "wtorkowych czytaneczek" tak jak to wygląda tutaj - http://dwujezycznosc.blogspot.com).

A w sobotę jadę na kurs :)

P.S. Strasznie krakowsko się zrobiło. Muszę przełamać tę tendencje ;)

sobota, 8 marca 2014

Kruche ciasteczka - w Gagatowej kuchni :)

Jeśli człowiek jest chory powinien odpoczywać. Wygrzewać się pod kocykiem w ciszy i spokoju, popijać ciepłą herbatkę, dużo spać. No chyba, że jest matką, może zapomnieć o ciszy, spokoju i błogim śnie.
Co prawda dziecko moje empatyczne jest i troskliwie przytula i mówi: "zaopiekuje się tobą", jednak opieka ta jest głośna i nachalna i często wbrew mojej woli ;)

Korzystając z obecności ojca dziecku w domu postanowiłam zorganizować im zadanie jakieś, a sama zaszyć się pod kołdrą. Gagatkowy tata przejawia umiejętności kulinarne w stopniu całkiem niezłym, więc wymyśliłam, żeby robili kruche ciastka. Wspólnie z Agatą zagniotłyśmy ciasto. A następnie z tatusiem wałkowali i wycinali. Godzinka z hakiem spokoju.



I przepis stąd:


4-5 szklanki mąki (dałam 4 najpierw, później dodałam pół)
łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka cukru (w oryginale cukier puder)
3 żółtka i 1 całe jajko (w oryginale 4 żółtka)
200 g masła
szczypta soli
200 g kwaśnej śmietany
rozbełtane jajko do smarowania
(w oryginale jeszcze 100 ml oleju, ale brakło mi)


Masło posiekać nożem, dodać przesianą mąkę (ulubione zadanie Agaty), proszek, jajka, śmietanę i cukier, zagnieść. Rozwałkować (jak się klei podsypać mąką) i wycinać. Układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i smarować pędzelkiem umaczanym w jajku. Piec ok. 20 minut w 180 st


Wystudzone można posmarować czekoladą, lukrem... U nas niczym, bo nie ma chętnego, który poszedłby do sklepu ;)



P.S. Miało być zębowo i krakowsko, ale matka zaniemogła i tyle.